Dzisiejsza podróż pociągiem do pracy nieco przypominała taką jaką odbywają mieszkańcy Tokyo. Tyle, że na razie u nas nie ma etatu dla „upychacza”. Ledwo wsiadłem a w zasadzie wcisnąłem się do pociągu i stanąłem na pomoście. Na kolejnych stacjach byłem sukcesywnie spychany dalej, aż w końcu zatrzymałem się w przedziale. Plus był taki, że nie musiałem się niczego trzymać. Co więcej mogłem pokusić się o małą drzemkę na stojąco
Biedny był jeden koleś. Na przedostatniej stacji chciał wysiąść. Przed nim na pomoście zwarta ściana ludzi. Jego słabe „przepraszam” ginęło gdzieś w tłumie. Dało się wyczuć rezygnację i bezsilność kiedy wypowiadał pod nosem: „zajebiście…”, wiedział, że już nie wysiądzie…
Nie wiem czemu, ale odwróciłem się i zacząłem się śmiać. Taki mały jednoosobowy dramat rozgrywający się w pociągu
W lato będzie lepiej
Mniej ubrań a do tego spoceni ludzie. Coś za coś.
nom… chociaż ostatnie dni wskazują na znaczną poprawę na kolei