Tegoroczny urlop postanowiliśmy wraz z żoną spędzić w górach. Wybraliśmy Karkonosze które stanowią część Sudetów – ich wyższe pasmo. Naszą bazą wypadową był Karpacz. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie „Królowa Śniegu”, który położony jest bardzo blisko centrum miasta.
Po
dróż zajęła nam ok. 7 – 8 godzin. Zaraz po przyjeździe do miasta zameldowaliśmy się w ośrodku, rozpakowaliśmy bagaże i ruszyliśmy na miasto. Pogoda była wyśmienita. Świeciło słońce i było bardzo ciepło. Ponieważ byliśmy głodni nasze kroki skierowaliśmy od razu w stronę jakiejś restauracji.
Oferta gastronomiczna Karpacza jest bardzo bogata. Idąc przez miasto znajdziemy mnóstwo różnych restauracji oraz handlarzy oferujących grillowane oscypki z żurawiną
Niestety cenowo lokalni restauratorzy nie rozpieszczają. Omijaliśmy te miejsca w których ceny za pozycje w menu podawane były za 100g porcje. Znaleźliśmy restauracje w których można było zamówić zestawy obiadowe. W ofercie można było wybierać z pośród ok. 8 zestawów. Zamawiając dodatkowo dwa piwa 0,5l można było zmieścić się poniżej 50zł. Zanim zajmiemy miejsce przy stoliku warto spytać się obsługi, czy można jeszcze zamówić zestawy obiadowe. W restauracji „Tempo” po godz. 18-stej zestawów obiadowych zamawiać nie można. Do wyboru pozostają inne pozycje z menu, niestety cenowo mniej atrakcyjne.
A na ulicach multum turystów i tłok , gwarno. No ale to akurat było do przewidzenia. Przyjechaliśmy w samym środku sezonu
- Pielgrzymy – Świątynia Wang
Kolejny dzień przeznaczyliśmy na zaprawkę w górach. Zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy w miasto aby spod „Białego Jaru” wejść na żółty szlak, który prowadził do „polany Bronka Czecha”. Usiana kamieniami ścieżka prowadziła dosyć stromo w górę. Stamtąd dalej zielonym szlakiem poszliśmy obejrzeć formacje skalne nazywane Słonecznikiem. Według jednej z karkonoskich legend jest to postać diabła, który próbując zasypać głazami Wielki Staw przegapił wschód słońca i zamienił się w kamień.
Po chwili odpoczynku ruszyliśmy dalej aby odwiedzić formację skalną „Pielgrzymy”. Trzeba przyznać, że przyroda w Karkonoszach jest niezwykle urokliwa a powietrze świeże
Górskie szlaki są dosyć wymagające, więc można przy odpowiednim samozaparciu i determinacji odbudować nieco kondycję.
Ostatnim etapem wyprawy była świątynia Wang. Ten obiekt jest jedną z głównych atrakcji Karpacza. Budynek powstał w miejscowości Wang w średniowiecznej Norwegii. Zbudowany został z sosnowego drewna bez użycia ani jednego gwoździa. Od XIXw. należy do parafii ewangelickiej. Zwiedzanie kościoła jest płatne. Dodatkowo jeśli ktoś będzie chciał robić zdjęcia w środku, będzie musiał uiścić dodatkową opłatę przy zakupie biletu w kasie. Turyści wpuszczani są grupami. Zwiedzanie zaczyna się od odsłuchania nagrania, które opowiada historię kościoła. Drugi etap zwiedzania, to przejście krużgankiem biegnącym wokół świątyni, aż do samego wejścia.
Na wyprawę do Skalnego Miasta wyruszyliśmy w zorganizowanej przez „BT Sudety” wycieczce autokarowej. Nie jest to jedyne biuro turystyczne na terenie Karpacza. Na pewno jest jeszcze BT Karpacz, ale nie korzystaliśmy z ich usług. Ceny wycieczek nie są wygórowane, a miejsca w które prowadzą są warte odwiedzenia.
Skalne Miasto położone jest w czeskiej miejscowości Adrspach. Wstęp jest płatny. Przed wyjazdem należy zaopatrzyć się w czeskie korony. Można tutaj zwiedzić wiele ciekawych form skalnych, których nie zobaczymy w polskich górach. Niektóre z nich przypominają zwierzęta, inne ludzi. Właśnie w tym momencie pomaga przewodnik który pokazuje na co warto zwrócić uwagę. Można zwiedzić również wodospad wypływający ze skał, do którego wejście znajduje się przy rynku w Skalnym Mieście. Jedną z atrakcji wycieczki jest jeszcze przeprawa tratwą. Niestety nie udało nam się z niej skorzystać ze względu na kiepską pogodę.
Miejsce z całą pewnością godne polecenia. Być może za rok odwiedzimy jeszcze Adrspach i Skalne Miasto. Tym razem już sami – bez wycieczki. Będzie wtedy więcej czasu na zwiedzanie i robienie zdjęć.
- Wodospad Kamieńczyk – Zamek Chojnik
Kolejnego dnia postanowiliśmy dać jeszcze odpocząć nogom zmęczonym po poniedziałkowej zaprawie w górach, która okazała się całkiem wyczerpująca .
Pojechaliśmy zatem do Szklarskiej Poręby aby stamtąd zwiedzić wodospad Kamieńczyk. Samochód zostawiliśmy na płatnym parkingu przy ul. Szosa Czeska. Na miejscu należy uiścić opłatę w wysokości 7zł, która starcza na 3h. Nie pamiętam już ile kosztowała każda następna godzina. Koszt parkowania przez cały dzień – 15zł.
Wodospad Kamieńczyk jest najwyższym wodospadem po polskiej stronie Karkonoszy. Zwiedzanie wodospadu jest płatne. Po wykupieniu biletów dostaje się w kasie kaski ochronne, które trzeba później zwrócić
W okolicach wodospadu nie mieliśmy jakichś konkretnych planów, więc postanowiliśmy zwiedzić ruiny zamku Chojnik. Wędrówkę zaczęliśmy w miejscowości Podgórzyn. Można tam dojechać jadąc z Jeleniej Góry w stronę Karpacza. Zaraz przy drodze jest tablica która kieruje na parking płatny (chyba 5zł) gdzie można zostawić samochoód w drodze do zamku. Zaraz przy parkingu zaczyna się żółty szlak który dalej spotyka się z czerwonym i czarnym. Te z kolei prowadzą prosto do zamku. Za murami znajduje się restauracja w której można się posilić i stragan z pamiątkami. Wstęp na zamek jest płatny.
Chojnik jest przykładem średniowiecznej zabudowy obronnej. W przeciągu wieków był rozbudowywany i umacniany, aż do momentu 31 sierpnia 1675 roku kiedy został zniszczony przez piorun. Nigdy później nie został odbudowany. Więcej ciekawych informacji na temat zamku można przeczytać na stronie internetowej www.chojnik.pl.
- Dobre źródełko i kaplica św. Anny
W zasadzie był to spokojny spacerek. Szlak prowadził trochę lasem, trochę chodnikiem przy asfaltowej drodze. Początki powstania kaplicy sięgają XIIIw. natomiast źródełko prawdopodobnie było miejscem kultu jeszcze w czasach przed chrześcijańskich. Związana jest z tym miejscem legenda, która mówi, że każdy kto obiegnie siedem razy kapliczkę z ustami pełnymi wody ze źródełka, będzie miał szczęście w miłości
W drodze powrotnej można było dostrzec w oddali, znajdujący się niżej zalew „Sosnówka”. Na szlaku natknęliśmy się na wejście do jakiegoś opuszczonego szybu. Niestety nie miałem ze sobą latarki, więc nie mogłem dokładniej zbadać tego miejsca. Droga do miasta prowadziła cały czas przez las aż do mostu na zaporze na Łomnicy. Był to bardzo spokojny szlak, na którym nie spotkaliśmy tłumu turystów.
- Grzbiet Kowarski – Przełęcz Okraj
Tak, to z całą pewnością był jeden z tych dni, które się wspomina podczas wakacyjnych relacji, a to z takiego powodu, że przemokliśmy do suchej nitki.
Nie pomogły nawet kurtki przeciwdeszczowe. Zanim wyruszyliśmy w góry sprawdziłem przezornie szczegółową prognozę pogody na dzisiejszy dzień. Niestety wbrew temu, co tam było napisane spadł ulewny deszcz, który nas złapał w górach w gęstym lesie. Szlak, którym podążaliśmy momentalnie zmienił się w płynący potok. Całkiem przemoknięci zdecydowaliśmy się kontynuować wędrówkę, aby nie wyziębić organizmu. Podczas dalszej drogi do schroniska na przełęczy Okraj spadły na nas jeszcze dwie porządne ulewy
W schronisku zamówiliśmy sobie ciepłe posiłki i gorącą herbatę z cytryną. Niestety nie serwują herbaty z prądem
Ze schroniska ruszyliśmy w dalszą część wędrówki. Wspięliśmy się na Grzbiet Kowarski i dalej szczytami wzdłuż granicy z Czechami przeszliśmy do Sowiej Przełęczy i tam zeszliśmy czarnym szlakiem, który doprowadził nas do Karpacza na zasłużony odpoczynek
Niestety, od tego momentu pogoda stała się bardziej kapryśna utrudniając planowanie w kolejnych dniach.
To druga wycieczka do Czech którą zaliczyliśmy z „BT Sudety”. Była to wycieczka jednodniowa obejmująca kilka miejsc, do których podróżowaliśmy autokarem.
Pierwsze miejsce, które zwiedziliśmy to Bozkovskie Dolomitowe Jaskinie. Wstęp jest płatny. Dodatkowo płatne jest robienie zdjęć. Osoby, które uiściły tą opłatę podczas sprawdzania biletów są obklejane naklejkami
Trzeba naszykować czeskie korony. Zostaliśmy podzieleni na ok. 20 osobowe grupy. Każdą z grup oprowadzał po jaskiniach przewodnik wyposażony w magnetofon z nagranym opisem poszczególnych etapów jaskiń
Zwiedzanie trwa szybko. Ok 15 min.
Jak tylko ostatnia grupa wyszła z jaskiń, po chwili przerwy ruszyliśmy zwiedzać ruiny zamku Trosky. Wstęp jest również płatny. Ruiny posiadają dwie charakterystyczne wieże, które zostały nazwane „Panna” i „Baba” w związku z legendą na temat zamku. Pod murami zamku można obejrzeć wystawione w klatkach króliki a za 30 koron można zrobić sobie zdjęcie trzymając orła lub puchacza na ręku
Z ruin Trosky pojechaliśmy do Prachovskich Skał. Jest to miejsce podobne do Skalnego Miasta w Adrspachu. Wycieczkę zakończyliśmy w Jiczinie – mieście z którego pochodził rozbójnik Rumcajs
Po dojściu na rynek miasta był czas wolny. Ponieważ byliśmy już trochę głodni zamiast zwiedzania rynku poszliśmy do jednej z restauracji na obiad
Z obsługą lokalu jeśli nie znamy języka czeskiego można porozumieć się po niemiecku. Angielski raczej odpada. Na szczęście dostępne było menu w języku angielskim z ponumerowanymi pozycjami
Cenowo obiady w przeliczeniu na złotówki tak ok. 30 zł za jedno niewyszukane danie.
Ostatnim etapem każdej wycieczki do Czech jest miejsce położone tuż przy granicy „tam gdzie Polacy zazwyczaj robią zakupy”
Czyli – sklepie ogólno – spożywczym zorientowanym przede wszystkim na sprzedaż alkoholu
Swoją drogą takie wycieczki przynoszą niezły zysk przygraniczmym handlarzom, chociaż złoty okres na pewno już dla nich się skończył, po tym jak ceny się już wyrównały…
- Muzeum Mineralogiczne - Szrenica – Śnieżne Kotły
Aby dotrzeć na Szrenicę pojechaliśmy samochodem do Szklarskiej Poręby. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze do Muzeum Mineralogicznego. Wstęp kosztuje 10zł od dorosłej osoby, ale warto je odwiedzić. Zbiory znajdują się na parterze oraz na piętrze. Parter poświęcony jest epoce dinozaurów. W gablotach jest wiele różnych skamielin. Obejrzeć można m.in. kości dinozaurów, amonity, trylobity, jaja dinozaurów. W głównej sali ustawione są ławki, gdzie można przysiąść i pooglądać program poświęcony dinozaurom
Na pierwszym piętrze znajdziemy mnóstwo minerałów oraz kamieni szlachetnych i pół szlachetnych. Dziwne tylko jest trochę to, że przy wejściu na górne piętro w pierwszej gablocie stoi zrekonstruowany szkielet velociraptora. Może nie zmieścił się już na parterze i nie było gdzie go postawić
Na pewno wszystkie eksponaty robią wrażenie. Na dole przy kasie można też zakupić pamiątki. Niestety ich ceny… tak, w większości są mało przystępne
Kiedy dotarliśmy pod wyciąg ustawiliśmy się w długiej kolejce do kas. Ładna pogoda wygoniła turystów w góry
Wyciąg jest dwuetapowy. Bilet w jedną stronę (za 2 etapy) kosztuje 27zł od dorosłej osoby. Przed wejściem na wyciąg warto założyć od razu na siebie coś ciepłego, bo będzie wiało
Na szczycie nie zabawiliśmy zbyt długo i ruszyliśmy obejrzeć Śnieżne Kotły. Na ich szczycie porobione są punkty widokowe z których można nacieszyć wzrok pięknymi widokami. Warto je odwiedzić przy słonecznej pogodzie, kiedy jest dobra widoczność. To był ostatni punkt w programie na ten dzień. Zeszliśmy ze szczytów aż do samej Szklarskiej Poręby na parking, gdzie zostawiliśmy samochód i udaliśmy się do pensjonatu.
To była nasza ostatnia wyprawa w góry. Wjechaliśmy wyciągiem na Kopę. Bilet normalny w jedną stronę kosztuje 22 zł. Krzesełka są niestety pojedyncze, co też miało wpływ na czas oczekiwania w kolejce. Po wjechaniu na górę udaliśmy się w stronę Śnieżki ładnym kamiennym szlakiem. Pod samą górą skręciliśmy na czarny szlak. Na jego trasie znajdują się dwa punkty widokowe. Wiatr, który wiał na Kopie i Szrenicy to było nic w porównaniu do tego co się działo na zboczach Śnieżki. Tutaj jak zwracałem twarz w stronę wiatru, pęd powietrza zapierał dech w piersiach
Na samym szczycie odwiedziliśmy schronisko. Zamówiliśmy sobie herbatę z rumem (7zł) i po chwili odpoczynku ruszyliśmy najpierw Czarnym Grzbietem, później Kowarskim Grzbietem wzdłuż granicy w kierunku Przełęczy Okraj. Chciałem jeszcze raz zrobić tą trasę, gdyż pierwsze podejście robiliśmy przy marnej pogodzie, więc nie można było się nacieszyć krajobrazem, który naprawdę wato obejrzeć.
Na przełęczy tradycyjnie chyba już zjedliśmy obiadek i ruszyliśmy w drogę powrotną do pensjonatu. Niestety Kasia dwa dni wcześniej nadwerężyła kolano, więc pokonanie trasy z przełęczy Okraj zajęło nam jakieś 4 godziny. Na szczęście nie było to nic poważnego i obecnie kolano już nie sprawia problemów
- Koniec pobytu – Podsumowanie
Ostatni dzień w Karpaczu przeznaczyliśmy na zakup pamiątek dla rodziny. Podsumowując wyjazd można powiedzieć, że był udany. Zrealizowaliśmy większość zamierzonych rzeczy. Niestety pogoda nie była idealna. Jednego dnia wręcz pokrzyżowała nam plany. Przez ulewny deszcz padający od samego rana nie pojechaliśmy na wycieczkę do Pragi. Cali przemoczeni wróciliśmy do pensjonatu, gdzie spędziliśmy praktycznie cały dzień. Minusem „Królowej Śniegu” jest to, że w czasie kiedy cały dzień pada deszcz nie ma co w nim robić. Na pewno przydałby się jakiś stół do tenisa, dartsy czy stół bilardowy. Jeśli już jesteśmy przy temacie pensjonatu. Pokoje wyposażone są w telewizor. U nas działały programy: 1, 2, viva, tvn7, tvn i jakieś niemieckie programy. Na terenie „Królowej Śniegu” działa sieć bezprzewodowa (bez zabezpieczeń) z dostępem do 6Mbit-owej neostrady.
Podczas jednego z pochmurnych dni zwiedziliśmy jeszcze Muzeum Zabawek – jedno z niewielu w sumie miejsc w pobliżu które można zwiedzić nie przemieszczając się z Karpacza.
Dla tych którzy planują wyprawę w góry – podstawa to dobre buty turystyczne. Przydaje się nieprzemakalna kurtka i peleryna (poncho). Warto zabrać ze sobą latarkę i lornetkę. Lornetka na pewno przyda się na szczytach gór i innych miejscach z ładnymi widokami. Żałowałem trochę, że nie miałem jej w Chojniku i w ruinach Trosky. Dużo ubrań, wiadomo – długie wędrówki powodują, że trzeba często zmieniać ubrania , zwłaszcza bieliznę i koszulki