Dzieciaki na Paki – luty 2011
26 Lutego odbyła się kolejna edycja cyklicznej imprezy p.t. „Dzieciaki na Paki”. Jest ona organizowana przez członków forum „Landklinika” zrzeszającego właścicieli wszelkiej maści Landroverów
Celem imprezy było zabranie dzieciaków z domu dziecka w Serocku na przejażdżkę samochodami terenowymi, której trasa przebiegała wzdłuż Narwii.
Zaproszenie do udziału w tym wydarzeniu zostało skierowane również do członków foum www.jeep.org.pl, dzięki temu dowiedziałem się o nim. Zbiórka była z samego rana na parkingu restauracji „Szanta Cafe” w Zegrzu Południowym. Notabene właściciele tej restauracji są również zapalonymi offroaderami no i … jeżdżą Jeepem
Po zakończonej odprawie kolumna samochodów ruszyła do Serocka. Naszym celem było boisko na terenie domu dziecka. Tam w kilku rzędach stanęły wszystkie samochody. Każdy samochód został poddany dokładnym oględzinom przez dzieciaki, które mogły sobie wybrać którymi samochodami chcą jechać. Do naszego nikt nie chciał wsiadać. Dzieciaki stwierdziły, że za bardzo pognieciony
Frekwencja wśród kierowców dopisała, więc nie było najmniejszego problemu aby wszystkich pomieścić w autach.
Kiedy już wszystkie samochody zostały obsadzone i załadowane, ruszyliśmy kolumną przez miasto. Naliczyliśmy ok. 26 samochodów. Przejazd wzbudzał zainteresowanie mieszkańców miasta. Nawet jakiś dziadek stał i z uśmiecham machał w naszym kierunku
Zaraz za miastem opuściliśmy asfalt i pojechaliśmy bezdrożami.
Pierwszy etap wycieczki: tańce na lodzie, czyli pokazowa jazda driftem terenówkami
Ja niestety pechowo wpadłem w dziurę w lodzie z której nijak bez pomocy kolegów nie dałbym rady wyjechać.
Pierwszy etap wycieczki prowadził podmokłym terenem, gdzie przejechanie nie było już taką prostą sprawą. Głównie z tego powodu, że warstwa lodu była za każdym razem coraz słabsza, więc … jak nie trudno się domyśleć, była spora szansa, że pod kimś lód się załamie. No a pod kim się oczywiście musiał załamać…?
Szybka akcja z kinetykiem i z pomocą landrovera udało się wyjechać z pułapki
Dalsza trasa prowadziła przeważnie leśnymi drogami. Zdarzały się problemy nawigacyjne, ale po niedługim czasie udało się obrać właściwy kurs i dotarliśmy do miejsca docelowego wycieczki, gdzie rozpaliliśmy ognisko
Udało się dojechać bez kolejnych przygód. To była nasza pierwsza impreza w której braliśmy udział. Krótko podsumowując – było fajnie. Niedługo czeka nas wyprawa na mazury p.t. „Topienie Marzanny”. Odbędzie się w okolicach Giżycka. Jak przeżyjemy to postaram się napisać parę zdań jak było